Czas na zamknięcie sezonu 2013, ostatni oficjalny start za nami. Czy był to dobry rok ? Zdecydowanie tak choć jak zwykle nie obyło się bez kontuzji …
Początek – rewelacyjny ! Zima, mimo że w tym roku szczególnie długa, “odpuściała” na parę dni pod koniec lutego. Bieg na 21 km w Wiązownej jak zwykle dostarczył wielu wrażeń. Po raz pierwszy udało mi się pokonać magiczną barierę 1 godziny i 35 minut. Niestety parę dni później zbyt ambitny plan treningowy przed Półmaratonem Warszawskim wyłączył mnie na kilka tygodni z biegania … Co prawda pobiegłem z bolącą nogą w Gnieźnie i sztafecie maratońskiej w Warszawie ale było to raczej nierozsądne 🙂 Cóż zrobić – czasem ma się więcej serca niż rozumu !
Początek maja to tak naprawdę powolny powrót do normalnego biegania. Na początek trochę ostrożnie, później z początkiem lipca rozpocząłem przygotowanie do Maratonu w Warszawie. W międzyczasie Bieg Powstania Warszawskiego – jak zwykle gorąco i duszno. Ale możliwość pobiegnięcia w niecodziennej atmosferze, odgłosy walczącej Warszawy, nocne światła odbijające się w nurcie Wisły … to wszystko powoduje, że za rok też będę chciał pobiec w tym biegu. Czas na pokonanie bariery 45 minut (co wcale nie jest łatwe przy dwukrotnym długim podbiegu ulicą Konwiktorską …).
29 września – jeszcze dzień wcześniej byłem w USA, wróciłem w po południu w sobotę do Warszawy i próbowałem się w ciągu kilku godzin zregenerować po długim locie z Kalifornii… Przez ostatnie 100 dni przygotowałem się do pobiegnięcia z czasem 3:20 – 3:25 (czyli 4:42 – 4:48). Ten pierwszy wciąż wydawał mi się zbyt wymagający – mój cel to 3 godziny i 25 minut … I udało się – zmęczony ale dumny patrzę na zegarek 3:24:36 …
Jeszcze ostatnie 10 km w dniu naszego święta narodowego – 11 listopada – Bieg Niepodległości. Minęło co prawda 6 tygodni od startu ale jak by brakowało mi wciąż energii. Początkowo zaczynałem z postanowieniem utrzymania tempa 4:30. Kilka dni wcześniej na treningach było to wciąż zbyt dużo … Świetna pogoda, adrenalina oraz bieg w grupie sprawiły, że przez pierwsze 5 km bez trudu trzymałem tempo 4:22 – 4:23. Czyli jest szansa na 44 minuty. Tak trzymać ! Ale kolejne 2 km to parę sekund słabiej i przed ostatnim km miałem 12 sekund do odrobienia. Wbiegając na metę widziałem wciąż wynik – 43:5… sekund. Ostateczny czas – 43:58 – to mój najlepszy rezultat na 10 km w tym roku ! Choć nie był to bieg w którym walczyłem o moją życiówkę jestem z niego bardzo zadowolony – jest szansa na dobry wynik w 2014.
Jaki wynik w 2014? Mój plan to
– 21 km poniżej 1:29:42
– 42 km poniżej 3:10:42. Może pozwoli mi to na pobiegnięcie z w którymś maratonie za oceanem 🙂
A co z wynikiem na 10 km – tutaj w końcu czas na pokonanie bariery 40 minut – 39:49 !
Do zobaczenia na trasie…