Minęło 4 dni gdy dobiegłem do mety w Wiązownie. I wziąż czuję to w moich nogach 🙂
Chciałem od dawna wziąć udział w półmaratonie i zapisałem sie jako jeden z pierwszych (stąd mój numer startowy 206). Ale ostatnie tygodnie lutego nie napawaly mnie optymizmem- lekkie przeźiębienie oraz duże śniegi spowodowały, że do ostatniej chwili wahałem sie. Nie czułem się dobrze przygotowany. Dopiero mail od kolegi Michała, że on też biegnie zdopingowały mnie do podjecia decyzji.
Maluchy od samego rana były podekscytowane bo one również miały pobiec
– tyle, że w biegu krasnali…
A więc zaczynamy – 11:20 – Wiktoria pobiegła dzielnie z Olafem …
by zgubić się podczas rozdawania pluszaków 🙂
O 12:00 bieg na 21,097 km rozpoczął się głośnym wystrzałem…
Cel ambitny – czas poniżej 2 godzin, został bardzo szybko zweryfikowany – nie dam rady :-(. I gdy juz w myślach ważyłem, czy czasem nie wycofać sie na półmetku, spotkałem na trasie Michała. Bieglismy razem prawie do samego końca i chyba dzieki niemu nie poddałem się w chwilach zwątpienia… 
No i wreszcie upragniona meta – czas 2:09:36 (2:08:45 brutto) i 944 miejsce.
Jak na zimowy debiut – nie jest żle 🙂
Kolejna próba już za miesiąc w Warszawie …